Ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Kącik Modelarski: System farb Citadel

Autor Michał Michał 30/04/2020 0 Komentarze Tutoriale, Poradniki Malarskie,

 

 

 

 

 

Witajcie w kolejnym wpisie Kącika Modelarskiego FGB!
W ramach rozwoju naszej bazy wiedzy dla osób początkujących lub powracających po długiej przerwie do hobby, opowiem wam co nieco o systemie farb Citadel i o tym jak go stosować.
Jak zawsze, skupię się na moich osobistych doświadczeniach z tymi farbami, sprawdzonych sztuczkach i trikach, które - mam nadzieję - usprawnią wasze działania.
Celowo nie będę ich porównywał do farb innych producentów (Vallejo, P3, Scale75 itp) bo one dostaną swój własny artykuł w swoim czasie :)



 

    Okej, na początek powiem co najbardziej wyróżnia farby Citadel i co moim zdaniem powinni stosować inni producenci, aby ułatwić nieco życie nowomalorzom. Jest to podział palety farb ze względu na ich przeznaczenie. Mamy osobno farby do nakładania pierwszych kolorów, osobno do rozjaśnień, osobno farby cieniujące, dające "specjalne" efekty typu krew czy kwas itp. Moim zdaniem właśnie TO sprawia, że są najlepszą opcją dla osób zaczynających przygodę z malowaniem. I to nie tylko dlatego że jest prosty, intuicyjny, z masą gotowych efektów robiących "WOW" nawet w rękach totalnych amatorów. Przede wszystkim UCZY podstaw rozkładania światła na trójwymiarowym modelu. Bardzo często nieświadomie dla nas, z każdą kolejną figurką, podpowiada i sugeruje jakie kolory wybierać i na których miejscach się skupić, aby uzyskać jak najbardziej przekonujący efekt. Co z czasem przełoży się w umiejętności potrzebne bardziej zaawansowanych technik.

Przykład?
Jesteśmy planszówkowcami, którzy nigdy nie słyszeli o modelarstwie i malujemy naszego pierwszego ludzika do gry planszowej. Wyobrażamy sobie generycznego pana rycerza: kolczuga, zbroja, miecz, typowo rycerzowe rzeczy. Jako totalny nowomalarz, zgodnie z rekomendacją z zaprzyjaźnionego sklepu ludzikowego, maluje ziomka srebrną farbą. Wygląda teraz jak z ołowiu zamiast plastiku, dlatego nakładamy na niego czarny wash, który wnika w szczeliny, robiąc za mnie efekt cieniowania. I już teraz uczę się, że cienie powstają w miejscach trudniej dostępnych, zasłoniętych przez inne elementy, a miejsca jaśniejsze zostają na dużych płaszczyznach, miejscach wypukłych oraz na "górze" figurki.

Krok kolejny to rozjaśnienia nakładane techniką drybrusha, jako tą "prostszą" dla początkującego. Zgodnie z rekomendacją nabieram trochę farby-galarety na pędzel, wycieram w ręcznik papierowy i zaczynam "odkurzać" nim model. Od razu zauważam, że farba najbardziej pozostaje na ostrych krawędziach oraz teksturowanej powierzchni (czyli np. kolczudze, która ma wyrzeźbione "oczka"). Na płaskich powierzchniach pozostawiła sporo śladów i przetarć, które nie wyglądają już tak super, więc teraz wiem po co dostałem kolejną srebrną farbkę do pancerza ale do nałożenia "layerami, czyli jak bazę ale zostawiając zagłębienia ciemniejsze".
I tak zbieramy wiedzę z każdym kolejnym kolorem i każdą kolejną ukończoną figurką. Niektórzy załapią o co chodzi po 5 modelach, inni po 20, a inni po 100, zanim zaczną eksperymentować z bardziej zaawansowanymi sztuczkami oraz poszukują innych zastosowań dla konkretnych farb. Ważne jest jednak to, że każda z tych osób jest prowadzona za rączke krok po kroku, aby mogła stworzyć przyjemne dla oka figurki z których będzie zadowolona. Niezależnie od tego czy ma ambicje na zostanie pro-malarzem figurkowym, wymalowanie całego 150 osobowego batalionu strzelców podhalańskich do Baca Rampant, czy po prostu chce pomalować pionki do planszówki, żeby uprzyjemnić zabawę sobie i znajomym.



 

    Pierwszym rodzajem farb, z którymi się zapewne spotkacie (lub spotkaliście) będą te z palety BASE, które często przewijają się przez paint-sety dla początkujących. Są zbiorem dosyć ciemnych, ale wysoko napigmentowanych kolorów, których przeznaczeniem jest zrobienie PODSTAWY pod DOCELOWY kolor danego elementu, NIEZALEŻNIE od tego jakiej farby podkładowej użyjemy do przygotowania modelu. Dlatego niezależnie od tego czy psikniemy go na czarno, czy na biało, czy na piaskowo, powinniśmy otrzymać tak samo nasycony i wyraźny kolor w maksymalnie dwóch, cienkich warstwach farbki.
Dlaczego dwóch a nie jednej, skoro są takie super do robienia podstawy?
Bo dwie cienkie warstwy są lepsza niż jedna gruba warstwa - "kryją" tak samo dobrze a przy okazji nie niszczą detali na figurce strupem zaschniętego akrylu.


 

 


Kolor nakładany cienkimi warstwami w drugiej warstwie pokył tak samo dobrze czarną bazę, a przy okazji nie pozostawił śladów pociągnięcia pędlem, jak w przypadku farby gęstej, nakładanej prosto ze słoiczka :)


 

Bardzo często, zwłaszcza na początku malarskiej przygody, kolory BASE są równocześnie kolorami docelowymi na modelu - z wielu powodów. Może to być z braku odwagi na malowanie jaśniejszymi kolorami (bo jeszcze zepsuje i będzie...), zadowolenia z efektu (nie znając jeszcze swojego potencjału malarskiego) lub po prostu braku innych farb. I nie ma w tym absolutnie nic złego, choć nasze ludki wychodzą wtedy dosyć ciemne, zwłaszcza gdy do akcji wkroczy zawodnik numer 2 czyli SHADE.



 

    Farby typu SHADE są trochę jak całowanie - z czasem nie zwracasz uwagi na to jakie są super, ale pierwszy raz pamiętasz do końca życia (jak ktoś nie wie jak to jest, to niestety z tego nie będzie poradników w Kąciku Modelarskim). Mają one bardzo wodnistą konsystencję i na pierwszy rzut oka wyglądają bardziej jak brudna woda niż farba. Ma to oczywiście swój powód i swoje zastosowanie. Jej zadaniem jest "rozpłynięcie się" po kolorze, który pomalowaliśmy wcześniej (czyli kolorze BASE lub LAYER) i zebranie się w zagłębieniach figurki, aby stworzyć iluzję powstających cieni. Farba potrzebuje około 30 minut aby wyschnąć (w przeciwieństwie do kilkunastu sekund w przypadku BASE, LAYER i DRY), więc ja osobiście polecam nakładać je na figurkę jak już planuję skończyć malowanie tego dnia lub w ramach malowania fabrycznego, czyli gdy robimy pięć lub więcej modeli równocześnie. Wtedy, gdy kończymy nakładać Shade na ostatnią figurkę, pierwsza jest już gotowa do dalszej pracy.
Efekty, które zapewniają farby SHADE sprawiają że nasze figurki z "eh, okej?" momentalnie awansują na "okej, to wygląda fajnie!", dlatego uważam je za niezbędne minimum przy masowej produkcji modeli (np. do armii którą musimy skończyć do końca tygodnia/miesiąca) lub robienia figurek "do zabawy" (np. planszówki).
Na co warto zwrócić uwagę a co nie jest zbyt oczywiste, gdy używamy (zwłaszcza po raz pierwszy) farb typu SHADE:

  • Nie używamy ich na mokrej palecie, farba momentalnie traci wodę lub zyskuje jej zbyt dużo tracąc swoje właściwości.
  • Shade nałożony na dany element nie tylko wycieniuje zagłębienia, ale najczęściej zmieni też delikatnie odcień wszystkich miejsc, na które został położony. Aby wrócić do koloru początkowego, wystarczy ponownie nałożyć kolor, który mieliśmy pod spodem.
  • Im jaśniejszy kolor bazy, tym wyraźniejszy efekt stworzy SHADE. Dlatego właśnie polecam nie stosowanie go bezpośrednio na farby typu BASE, na których najczęściej jest słabo widoczny. Dużo fajniejszy i wyraźniejszy efekt uzyskamy, robiąc wcześniej jedną warstwę rozjaśnienia farbami LAYER.
  • Aby "oszukać" podpunkt wyżej, możemy korzystać z mniej oczywistych kombinacji kolorów baza-SHADE. Co mam na myśli? Najlepiej rzucę kilka przykładów aby to uzmysłowić: żółta baza - czerwony SHADE; czerwona baza - fioletowy SHADE; zielona baza - niebieski SHADE, niebieska baza - fioletowy SHADE, fioletowa baza - czarny SHADE.
  • Farby metaliczne praktycznie zawsze idealnie współpracują z farbami typu SHADE. UWIELBIAJĄ je! Zwłaszcza czarną i brązową, które nadają realistycznego efektu postarzenia, brudu i naoliwienia.



    Trzecim rodzajem farb w palecie są farby typu LAYER. Są to farby przeznaczone do malowania bardziej nasyconych i żywych barw, korzystając z podstawy, jaką tworzymy za pomocą farb typu BASE. Najczęściej każdy z kolorów typu BASE zawiera dwa (lub więcej) komplementarne kolory LAYER, do jego rozjaśnienia. Dlaczego najpierw BASE a później LAYER? Dlaczego nie możemy przeskoczyć tego etapu i od razu namalować tego jasnego różowego/zielonego/niebieskiego na podkład, skoro taki jest mój docelowy kolor figurki?
Przyczyna jest bardzo prosta! Farby typu L
AYER są częściowo transparentne - czyli zawierają trochę mniej farby w farbie, przez co uzyskanie mocnego koloru wymagałoby dużej ilości warstw. Dlatego właśnie stosujemy:

BASE -> BASE -> LAYER -> LAYER
zamiast:
LAYER -> LAYER -> LAYER -> LAYER -> LAYER -> LAYER -> LAYER -> LAYER -> LAYER -> ...



 


Nakładanie farb LAYER (3 i 4 pasek) na dwie warstwy farby BASE. Pełne krycie czarnego podkładu uzyskane w 4 warstwie.




Nakładnie farb LAYER bezpośredno na podkład. Po pięciu warstwach (ostatni pasek po prawej) nadal mamy widoczny czarny podkład.


 

Czy w takim razie ogromny koncern farbkowy oszukuje nas zmuszając do używania większej ilości produktu z produktu, aby uzyskać określony efekt (tj. PIENIĄŻKI!)?
Nie :)
Farby LAYER są sformułowane w ten sposób, aby ułatwić nam uzyskanie gładkich przejść między kolorami, bez stosowania dodatkowych narzędzi (aerograf), chemii modelarskiej (thinner) czy kolegów, którzy malują lepiej od nas. Dzięki częściowej transparentności, warstwa farby LAYER częściowo ukazuje kolor namalowany wcześniej. My zaś wykorzystujemy to na swoją korzyść, malując figurki techniką layeringu/laserunku, czyli na zasadzie "schodków" gdzie każde kolejne piętro/warstwa zajmuje mniejszą powierzchnię.


 


Layering/Laserunek w wersji 101. Na modelu staramy się oczywiście uzyskać mniej widoczne skoki koloru niż w obrazku informacyjnym ;) 

Na co warto zwrócić uwagę a co nie jest zbyt oczywiste, gdy używamy (zwłaszcza po raz pierwszy) farb typu LAYER:

  • Pigmentacja (ilość farby w farbie) jest często uzależniona od jej koloru. Najczęściej kolory takie jak niebieski, zielony, fioletowy, brązowy zawierają więcej/mocniejszy pigment (więc są mniej transparentne), a (najczęściej) żółte mniej/słabszy (więc są bardziej transparentne).
  • Farby można ze sobą mieszać! Jeżeli kolejne rozjaśnienia proponowane przez system Citadel (tabelka na dole strony) są dla was zbyt ostre i widoczne, warto je połączyć ze sobą na paletce w proporcji 1:1 tworząc dodatkowy stopień w naszym malowaniu "schodkowym".
  • Pomimo transparentności, farby LAYER warto stosować na mokrej palecie i delikatnie je rozcieńczać wodą. Transparentność nie idzie w parze z konsystencją, która jest dosyć gęsta a my chcemy nałozyć cienką, delikatna warstwę (a najlepiej wiele takich warstw) bez zapaćkania detali.
     




 

Pierwsze trzy rodzaje farb, które omówiłem to tzw. chleb i masło malowania figurek i zajmuje jakieś 95% czasu spędzanego z farbkami. Citadel posiada jeszcze CZTERY kolejne rodzaje farb, o których również wspomnę, choć być może już nie tak obszernie.



 

    Farby typu DRY, są zgodnie z nazwą dedykowane do techniki drybrushingu (czyli suchego pędzla) i charakteryzują się unikatową konsystencją. Są praktycznie pozbawione medium i wyglądają trochę jak pigmentowa galaretka. To sprawia że nie da się ich zastosować do innych technik, choć na wielu będzie to jedyna której potrzebujecie do uzyskania fajnych efektów.
Dlaczego więc taka a nie inna formuła, która uniemożliwia nam zastosowanie w innych technikach?
Mój domysł jest taki, że chodzi przede wszystkim o stworzenie narzędzia do konkretnego zadania (aby ponownie, ułatwić zadanie i wybór początkującym), oraz zminimalizowanie strat farby. Drybrushing ma to do siebie, że większość farby zostawiamy na ręczniku papierowym a na model nakładamy tylko resztki podsychającego pigmentu za pomocą pędzla ze sztywnym, szczecinowym włosiem (to faktycznie rodzaj włosów, nie pochodzą ze Szczecina).
W przypadku farb typu DRY, wystarczy odrobina "galaretki" aby przygotować pędzel do działania. Korzystając chociażby z farby typu LAYER do tej techniki, spora jej ilość wsiąka bezpowrotnie w ręcznik papierowy.






    Pod szyldem TECHNICAL, producent ukrył cały szereg gotowych efektów do stosowania na modelach, który normalnie wymagałby korzystanie z kilku różnych kolorów, oraz klejów, lakierów i posypek.
Są to przede wszystkim pasty teksturowe w konsystencji przypominające krem do kanapek, do przygotowywania podstawek pod modele. Słoiczek zawiera gotową masę, którą rozprowadzamy po podstawce za pomocą starego pędzla lub szpatułki, pozostawiając go na około 30 minut do godziny do pełnego wyschnięcia (ewentualne chlapnięcia i plamki łatwo zdjąć mokrym patyczkiem do uszu). Tak powstałą skorupę możemy pozostawić jako skończony efekt, lub  malować za pomocą farbek typu DRY, LAYER lub SHADE (lub korzystając z kilku technik). Poza standardowymi "ziemistymi" efektami, które świetnie pasują pod leśno-górsko-księżycowo-pustynny klimat (każdy znajdzie coś dla siebie), powstały też pasty pękające, czyli tworzące małe szczeliny w skorupce w czasie wysychania. Dzięki temu można stworzyć bardzo fajne efekty suchego pustkowia, lub namalować bardzo realistyczną lawę! Efekty wszystkich z nich bardzo fajnie przedstawiono w magazynie White Dwarf z bodaj listopada 2016 ;) Ja z racji poszanowania praw autorskich nie wstawię tu screenów, ale ciekawscy poszukują a znajomi mogą przejrzeć numer u nas w klubie ;)


 


Podstawki przygotowane z trzech rodzajów past TECHNICAL: Stirland Mud (ciemny brąz) i Agrellan Earth (mniejsze, jaśniejsze popękane plamki). Na wierzu efekt śniegu z Valhallan Blizzard nałozony po wyschnięciu dwóch wcześniejszych efektów.


 

Farby TECHNICAL to również gotowe efekty na takie rzeczy jak:

  • Patyna (Nihilakh Oxide) - czyli turkusowy efekt oksydacji "czerwonych" metali takich jak brąz, mosiądz itp. który super wygląda na podstawkach stylizowanych na miasto lub fabrykę, na starych posągach, elementach terenu, oraz modelach "brudnych" typu Nurgle, Skaveni i inne kreatury nie dbające specjalnie o swój rynsztunek.
  • Krew (Blood for The Blood God) - super realistyczna mikstura pozwalająca zostawić ślady figurkowej przemocy na naszych ludzikach. Wygląda dobrze zarówno spływająca po ostrzach, rozchlapana na podstawkach jak i na samych modelach (w granicach rozsądku).
  • Kryształy (Spiritstone Red, Waystone Green, Soulstone Blue) - trzy farbki, którymi bez trudu można namalować opalizujące kamienie, bez znajomości zaawansowanych technik malarskich i zasad odbijania się światła w kamieniach szlachetnych ;) Wystarczy kropka tej farby na srebrną bazę (bez rozcieńczenia) i mamy bardzo fajny świecący kamyk.
  • Kwas (Nurgle's Rot) - lub inny rodzaj wydzielin z wyznawców chaosu, który doskonale sprawdza się na otwarte rany demonów Nurgla lub malowanie podstawek (wystarczy zostawić małą pustą "kałużę" przy nakładaniu pasty i później wypełnić ją tym specyfikiem). Odważnym polecam zmieszanie jej na paletce 1:1 z efektem krwi.
  • Eteryczność (Nighthaunt Gloom, Hexwraith Flame) - farby dedykowania do malowania modeli duchów korzystając z białej bazy. Zachowują się podobnie jak farby CONTRAST i SHADE (wodnista konsystencja i wydłużony czas wysychania).


 


Rozchlapany Blood for The Blood God (szpon, spodnie, osłona na zęby) za pomocą pędzla szczecinowego.





    Farby typu AIR są dedykowane do nakładania z pomocą aerografu [link!] i posiadają w swojej gamie odpowiednik 1:1 większości kolorów z palety BASE i LAYER, aby ułatwić nam ewentualne poprawki i trzymanie się określonego schematu kolorystycznego. W przeciwieństwie do swoich odpowiedników, są to farby cechujące się dużą "płynnością" i transparentnością, aby ułatwić pracę z aero. Z tego też powodu, nie nadają się do malowania pędzelkiem (przynajmniej przez osoby początkujące).






    Na koniec słowo na temat farb CONTRAST, które w moim odczuciu zasługują na zupełnie osobny wpis bo jest naprawdę MNÓSTWO ich zastosowań i malarze co rusz wymyślają nowy efekt, który można dzięki nim uzyskać. Jest to najnowszy dodatek do palety Citadela, który wywraca do góry nogami pierwotne założenie używania kombinacji farb BASE-LAYER-SHADE (lub BASE-SHADE-LAYER, jak kto woli).

Co jest w nich tak niezwykłego?
W uproszczeniu: robią wszystko to co trzy wymienione wyżej farby. Równocześnie.

  • Ich konsystencja przypomina farby typu SHADE, czyli jest wodnista i po nałożeniu na model rozprowadza się po jego powierzchni, wnikając w zagłębiania w których pozostawia ciemniejszy kolor.
  • Pigmentacja jest porównywalna z farbami typu BASE, czyli jedna warstwa momentalnie zmienia kolor tego co mieliśmy pod spodem.
  • Jest również transparentna jak farby typu LAYER, więc efekt jest inny w zależności od koloru, który mieliśmy "pod spodem".


 

Gdzie jest w takim razie haczyk, skoro brzmi to tak dobrze i łatwo?
Farby te wymagają odpowiedniego koloru podkładu (lub koloru namalowanego na dany element figurki). Im jaśniejszy tym lepszy. Najlepiej sprawdzają się biały oraz szarości i kolory jasno-kremowe, kościane itp. Na nich efekty farb CONTRAST dają najbardziej żywe i wysycone kolory. Efekt który uzyskamy najłatwiej wyobrazić sobie z pomocą wyimaginowanej kolorowej folii, która zasłaniamy oczy. Wszystkie elementy na który położymy dany kolor farby CONTRAST staną się w jakimś stopniu przez niego zabarwione. Dlatego też warto zachować wyraźny podział które panele modelu, będą malowane którym kolorem.

 

 
Symulacja tego co CONTRAST robi z kolorami na który zostanie nałożony.



Z minusów warto wskazać na fakt, że są to farby nie wybaczające pomyłek. Z racji tego że ich kolor jest BARDZO uzależniony od tego co pomalowaliśmy wcześniej, wszelkie ewentualne pomyłki wymagają HARD RESETU danego elementu do koloru, z którego zaczynaliśmy. Nie ma opcji "zamalowania" pomyłki, bo kolejne warstwy nie wyrównają nam efektu (jak w przypadku BASE czy LAYERÓW) a przyciemniają cały element (każda kolejna warstwa CONTRASTU sprawia że element zbliża się stopniowo do czerni), sprawiając że ewentualna plamka będzie bardziej zielona/niebieska/różowa.
Podobnie jak farby typu SHADE, wymagają około pół godziny zanim w pełni wyschną.



 

Ufff, udało nam się przebrnąć przez podstawy-podstaw! :)
Teraz opowiem wam o paru sztuczkach i manewrach, które wymagają nieco więcej zabawy niż otwarcie słoiczka z farbą i nałożenie jej na model.

  • Zaczniemy od szybkiej przypominajki i odesłania was do jednego z ostatnich wpisów, gdzie pokazuję jak zrobić mokrą paletę [link!]. Mokra paleta zdecydowanie ułatwi wam życie, zwłaszcza korzystając z farbek Citadel. Dzięki niej ograniczacie czas kiedy słoiczki z farbą są otwarte praktycznie do zera, w znaczący sposób przedłużając ich żywotność, a farbka przygotowana na palecie będzie wam służyć przez długie godziny (często nawet dni) malowania. Tu oczywiście zaznaczę, że na mokrej palecie stosujemy farby BASE i LAYER. Pozostałe tracą swoje właściwości (CONTRAST i SHADE) w kontakcie wodoprzepuszczalną powierzchnią, lub kompletnie mijają się z założeniem techniki (DRY, TECHNICAL).
  • Sztuczką, która ułatwi wam korzystanie z farbek SHADE, jest lakierowanie modelu przed jego położeniem, najlepiej korzystając z lakieru błyszczącego (GLOSS). Dzięki temu nałożony SHADE jeszcze lepiej rozprowadza się po modelu w kierunku zagłębień, pozostawiając wszystkie wypukłe elementy czyste! Ewentualne plamki możemy przetrzeć delikatnie czystym, wilgotnym pędzlem aby zebrać nadmiar efektu. Dzięki temu oszczędzamy sobie pracy z powtórnym nakładaniem koloru bazowego i mocne podkreślenie wszystkich krawędzi, szczelin i połączeń paneli. WAŻNE! Aby pozbyć się efektu błyszczenia, należy ponownie polakierować model, tym razem lakierem matowym.
  • Dobrym dodatkiem do malowania, zwłaszcza farb typu LAYER jest Flow Improver (występujący u różnych producentów chemii modelarskiej pod zbliżoną nazwą). Dzięki dodaniu jednej kropli na ok. 10 kropel farby (lub większa plamę na palecie) farba zyskuje wydłużony czas schnięcia oraz zdecydowanie lepiej opuszcza pędzel na figurkę. Jest to trik, który osobiście stosuje przy edge higlightach (czyli malowaniu ostrych krawędzi na modelu, ale nie za pomocą drybrusha) oszczędzając sobie ogromnej ilości frustracji.
  • Ostatni to patent zasłyszany od zaprzyjaźnionego malarza, który z powodzeniem stosuje farby typu AIR do malowania zwykłym pędzlem. Dzięki dużo rzadszej konsystencji oraz podwyższonej transparentności, doskonale sprawdzają się do glazingu (czyli malowania przejść między kolorami korzystając z dużej ilości prawie niewidocznych warstw koloru, który efekt widać dopiero po X warstwie). Wymaga to jednak znacznych pokładów czasu i doświadczenia, aby efekt był zadowalający.



 

    Na koniec paragraf-bonus, bo zauważyłem że kilka osób pytało o to na grupie. Opowiem kilka słów na temat reaktywacji farbek, które z wielu powodów (najczęściej braku konserwacji słoiczków i akumulacji brudu w okolicach zamknięcia) zostały wystawione na działanie powietrza i zaczęły wysychać.

Co z taką farbą zrobić?
Najpierw warto ocenić stopień zniszczeń. Najlepiej rozpoznać to po ruchu farby w słoiku. Jeżeli jeszcze jakiś jest, to pacjent żyje i coś z tego będzie. Jeżeli patrzymy na litą bryłę akrylo-betonu, to niestety wydatek w kwocie 14zł nas nie ominie.

Farbkę, która ma jeszcze nieco medium jest w konsystencji gęsto-lejącej lub gęsto-żelowej możemy odmłodzić uzupełniając odparowane medium. Opcją najtańszą (i najgorszą) jest czysta woda, choć znacznie lepiej sprawdzi się glaze medium danego producenta (u Citadela jest to Lahmian Medium), które jest farbą bez pigmentu czyli dokładnie to czego szukamy. Ja osobiście ratowałem farby flow improverem (intuicyjnie zwalczałem gęstość, lepkość i zasychanie czymś co likwiduje to gdy przygotowuje farby pod malowanie aerografem). Po ostrożnym dodatku do słoiczka, zamykamy go i porządnie wstrząsamy aby mikstura się połączyła. Z ilością dodatku naprawdę nie ma co szarżować. Lepiej dodać 2 razy niż od razu zrobić z farby perma-glaze.

W przypadku kiedy farba nie tyle odparowała, co się rozdzieliła (mamy osobno medium i osobno warstwę osadu) najlepszym ratunkiem są metalowe kuleczki. Ja dorzucam po dwie do każdej farby której używam, dzięki czemu unikam powstawania tego procesu. Kulki sprawdzą się również jako pomoc w reaktywacji farb przy pomocy glaze medium lub flow improvera, jako kolejny czynnik rozbijający gęstą masę.




 

I to na tyle w dzisiejszej porcji wiedzy!
Jak zawsze zachęcam do zasypywania nas pytaniami, które pomogą mi zaktualizować wpis oraz lektury wcześniejszych poradników w których czeka na was zarówno wiedza teoretyczna jak również nasze malowanie krok-po-kroku! [link!]

Zostaw komentarz