Ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Mistrzostwa Europy Dust 1947 - Okiem Zająca

Autor Maciej Zając 12/09/2020 0 Komentarze

 

 

 

 

               Ależ się działo! Cały weekend intensywnego grania w Centrum Sportów Umysłowych Ursynów podczas Mistrzostw Europy Dust 1947.  Dwa dni pełne gier, dobrej zabawy, specyficznego humoru bitewniakowej braci i wzajemnego ubliżania przeciwnym armiom! Czego więcej od weekendu może oczekiwać gracz? Zabrałem więc swoją ekipę różowych Ninja, historycznie poprawne japońskie mechy i udałem się w daleką podróż aż na Ursynów… po 6 dniach byłem już na miejscu, a prawdziwa przygoda miała się dopiero rozpocząć!

 

 

 

 

               Upalny sobotni poranek swą obecnością uświetnił ON – sam twórca gry Paolo Parente, który (niestety tylko w wersji cyfrowej) życzył nam wszystkim powodzenia i połamania kości! I cóż… jego życzenie spełniło się dla mnie niemal natychmiast! W pierwszej grze mierzyłem się ze doskonale znanym graczem, Artur Szyndler – bo o nim mowa wystawił przeciw mnie najdziwniejszą rozpiskę Osi jaką miałem okazję spotkać. Było tam absolutnie wszystko! Od blokowych (tzn. dostępnych dla wszystkich niemieckich frakcji) ciężkich mechów w plutonie, poprzez oddział ciężkich laserowców reprezentujący Blutkreuz aż po lekkie i zwinne oddziały lwów pustyni z frakcji NDAK! I chyba ta różnorodność tak mnie przygniotła, już od początku popełniłem kilka głupich błędów które taki wyjadacz musiał wykorzystać. Kości także nie pomogły i kiedy Tengu po raz kolejny zawodził na flance ja traciłem już drugą flankę oraz środek stołu. Scenariusz z domkami, który zdawał się na wejściu być dla mnie bardzo korzystnym okazał się prawdziwymi piekłem. Porażka na otwarcie turnieju zdecydowanie zabolała.

 

 

 

 

               A jak poszło innym Dustowcom których możecie kojarzyć z FGB?

- Vandil pokonał Marines prowadzonych przez gracza o pseudonimie Apacz,

- Sebastian Kozłowski i jego Specnaz nie zdołali pokonać Rafała Rajchela (obaj to nasi stali bywalcy),

- Oskar Imiołek zmierzył się z Panem Muszką, zwyciężyli Rosjanie prowadzeni przez Muszkę (również obaj gracze regularnie bywają w FGB),

- Uther pokonał jedyną panią jaka stawiła się na mistrzostwach,

- Tomek Baczewski nie dał szans graczowi o pseudonimie Przecinek,

- Damian Orzechowski trafił na zagranicznego przybysza (jeśli mnie pamięć nie myli Niemca) i pokonał go choć nie bez trudu,

- Dziekan pokonał Krzyśka Likeona (również obaj są naszymi stałymi graczami), a Shiro gracza o pseudonimie Bogacz.

Jak więc widać poza mną niemal każdy z naszej FGBowej ekipy zwyciężył, jedynie Ci którzy grali między sobą i ja (shame…) nie przynieśli 3 punktów do tabelki! Ale spokojnie! Przed nami jeszcze 4 gry!

 

 

 

 

               Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło! Każdy kto bywał na turniejach wie, że łomot w pierwszej grze można łatwo przekuć w sukces! Wychodząc z takiego założenia rozpocząłem akcję pod kryptonimiem ‘Rajd po warzywaniku!’. Pary na kolejną rundę tylko ułatwiły mi wykonanie mojego zadania. Moim przeciwnikiem okazał się być gość z Berlina dowodzący armią Desert Scorpions, tak samo sympatyczny jak mało doświadczony i zupełnie nie przygotowany na bitwę z Japonią. W skład jego armii wchodził uzbrojony w działo fazerowe mech oraz cały zestaw transportowych ciężarówek z morderczą piechotą DS., wszystko to wsparte było oddziałem dowodzenia w pojeździe dowodzenia. Scenariuszem były tzw. Lody. Polegał on na niszczeniu wielkich lodowych słupów w których zamrożona była obca technologia, czy inne ważne rzeczy. Rzecz w tym, że gdy w 2 turze ostatni dzielny żołnierz DS. schodził ze stołu nie musiałem przejmować się takimi detalami jak scenariusz. Mój przeciwnik zupełnie pogubił się przeciwko moim szarżującym oddziałom, a lekkie jeepy nie wytrzymywały ostrzału granatników moich najemniczek. Po kilku aktywacjach ja nie straciłem nic, a mój przeciwnik wszystko. Gra nie trwała nawet pół godziny, miałem więc czas przejść się po sąsiadujących stołach i sprawdzić jak poszło reszcie ‘Naszych’.

 

 

   

 

 

PS. Przed tą grą zabrałem Utherowi opaskę z jakimiś japońskimi wzorami, wmawiam sobie, że to dzięki niej jestem niepokonany ;)

- Pan Muszka znów miał nieszczęście trafić na zaprzyjaźnionego gracza, tym razem jednak nie poszło tak lekko i przegrał z Shiro po wyrównanej walce,

- Rałaf Rajchel również trafił na FGBowego gracza, a jego przeciwnikiem (i zwycięzcą starcia) okazał się być Tomek Baczewski,

- Uther trafił w parowaniu na Dziekana i mimo bycia przygotowanym na grę z Japonią nie poradził sobie i to Dziakan dopisał drugie zwycięstwo do swojego wyniku,

- Damian trafił na znacznie trudniejszego przeciwnika, doświadczonego gracza o pseudonimie von_Klinkerhoffen i tym razem niestety nie poradził sobie,

- Vandil zmierzył się z graczem Mythos z Niemiec i w niesamowicie krwawej bitwie wyrwał zwycięstwo,

- Będący w niesamowitym gazie 1 dnia Oskar pokonał gracze Luftwaffe,

- A Sebastian Kozłowski ponownie nie podołał swojemu przeciwnikowi.

 

 

 

 

               Na koniec pierwszego dnia wszystkich czekał jeszcze jeden mecz, mecz który bardzo mocno decydował o tym kto z kim będzie walczył o tytuły w niedzielę, a kto wpadnie tylko pogratulować mistrzowi. Moim przeciwnikiem okazał się Mateusz Ozi. Gracz, który od czasu do czasu bywa na naszych turniejach, a dowodzi oddziałamy NDAK. Scenariuszem były Anteny, co oznacza, że udało mi się pierwszego dnia zagrać każdy ze scenariuszy po jednym razie. Celem misji jak łatwo się domyślić był zniszczenie anten wroga i nie pozwolenie na zniszczenie własnych. Obaj dysponowaliśmy bardzo szybkimi i mobilnymi armiami, ale siła ognia i możliwość pozycjonowania były po mojej stronie. Dobrze rzucone dymy, i wygrana wymiana między mechami pozwoliła mojej piechocie zająć flankę. Kolejne rundy nie przyniosły zniszczenia anten, a jedynie dalsze straty po stronie niemieckiej. Po raz kolejny najemniczy oddział Cleanerek zrobił swoje i zgodnie z nazwą oczyszczał flankę zarówno z piechoty jak i wrogich mechów. Straty po stronie japońskiej nie były zbyt wielkie, Niemcom zaś pozostało jedynie poddać grę. I w ten sposób pierwszy dzień zamknąłem wynikiem 2-1. Akcja ‘Rajd po warzywniaku’ wchodziła w decydującą fazę…

 

 

   

 

 

               A jak tymczasem stały akcje pozostałych naszych graczy?

- Shiro miał okazję pomścić moją porażkę, wziął na warsztat Artura Szyndlera i z pomocą swoich spadochroniarzy pokonał go!

- Dziekana czekała trudna przeprawa z Martinusem i mirror match IJN. Niestety, tym razem się nie udało,

- Podobnie Vandilowi, jego IJN zmagał się z Redem i skończyło się pierwszą porażką,

- Pan Muszka trafił na weterana, Xzanu kierujący Desert Scorpions (też stały bywalec naszych turniejów) nie poradził sobie jednak z czerwoną falą Muszki,

- Uther i jego Rosjanie zmierzyli się z ekipą spadochroniarzy Rafała. Tym razem czerwona fala okazała się silniejsza,

- Damian zmierzył się z kolejnym gościem z Niemiec. I po raz kolejny odniósł zwycięstwo – gratulacje,

- Oskar stanął naprzeciw gracza o pseudonimie Dassem i pomimo wstępnych trudności zwyciężył,

- Kolejne zwycięstwo do swojego bilansu zapisał Tomasz Baczewski!

 

 

   

 

 

To była dobra runda dla naszej ekipy! Ale my już szykowaliśmy się na kolejny dzień zmagań. Ale z nim to wszystko odbyła się prezentacja modeli które w najbliższej przyszłości ukarzą się w sprzedaży. I ku mojej (i nie tylko) radości będzie to całkiem spore wsparcie dla armii Japońskich (zarówno kadetki jak i ninje), do tego wsparcie najemnicze, oraz MROCZNE MŁODE dla armii Mythos! Po prezentacji część graczy udała się na ‘after party’, a pozostali udali się do domów by jak najlepiej przygotować się na trudy drugiego dnia zmagań.

 

Zanim drugiego dnia dojechaliśmy na miejsce pary zostały opublikowane. I na salę jechałem z jedną myślą ‘Słodki Jezu, dlaczego Luftwaffe’. Nie będę ukrywał, że podczas przygotowań ta frakcja sprawiła mi najwięcej problemów i najwięcej razy właśnie od niej dostałem łomot. Scenariusz też nie zdawał się być dla mnie zbyt dobry, mierzyliśmy się bowiem w scenariuszu Ice Pilars. Przed grą krótka pogawędka i złote rady od Vandila pozwoliły mi z większym optymizmem podejść do gry. Idąc zgodnie z jego wskazówkami ustawiłem bardziej defensywnie moje oddziały i zniszczyłem dwa pierwsze słupy utrudniając spadochronom lądowanie, pomogła też odrobina szczęścia, gdyż niektóre z wrogich oddziałów lądując straciły możliwość działania. Sama gra była bardzo równa i bardzo emocjonująca. Ostatecznie udało się przechylić szalę na moją stronę i po ciężkich stratach po obu stronach podaliśmy sobie ręce. Ponownie, bardzo wiele zrobił oddział Cleanerek, wspaniałą robotę wykonała też Hitomi wraz ze swoim oddziałem kadetek.

 

 

   

 

 

Dzień drugi udało się rozpocząć od zwycięstwa, i to pomimo niezbyt sprzyjającego match upu oraz scenariusza. A jak drugi dzień otworzyła reszta FGBowej ekipy?

- Shiro wpadł na Martinusa i w scenariuszu z antenami nie podołał oddziałom IJN i odniósł pierwszą porażkę na turnieju,

- Tomasz Baczewski po 3-0 pierwszego dnia zwarł szyki z Balintem i poniósł pierwszą porażkę przeciw Rosjanom,

- Pan Muszka trafił na gracza o pseudonimie Domin. Jego Czerwona Gwardia nie sprostała jednak alianckim oddziałom przeciwnika,

- Dziekan rozegrał mecz z graczem o pseudonimie HidekiTojo i bez większych trudności odniósł zwycięstwo,

- Uther i Damian Orzechowski ponieśli porażki, Mateusz przegrał z oddziałami spadochroniarzy, a Damian z Japonkami i kobiecym wdziękiem,

-  Na zwycięską ścieżkę powrócił tymczasem Vandil pokonując wściekłe oddziały niemieckich małp (goryli, nie Niemek),

- Na listę zwycięzców wpisał się też Rafał Rajchel, a kolejną porażkę do swojego bilansu dopisał walczący z NDAKiem Oskar.

 

 

 

 

               Czas turnieju powoli mijał. Pozostała już tylko jedna runda, w której wszystko miało się zdecydować. Naprzeciw mnie stanął Ushi. Gracz, który chwile wcześniej pokonał Oskara (to już drugi mój przeciwnik, który wcześniej mierzył się z Oskarem i wygrał). Gracz NDAK dysponował całą zgrają piechoty, klasycznym składem dowodzenia w pojeździe i 3 mechami, w tym zdobycznym Ruskim mechem wyposażonym w PIŁY ŁAŃCUCHOWE. Wrogie pojazdy były potwornie wytrzymałe, dzięki Damage Resilientowi strzelanie i walka z nimi przynosiły mizerne rezultaty. Na szczęście na pomoc (tradycyjnie już) przybyły cleanerki z Akiko, i dobre rzuty! Oddział dzielnych najemniczek zrobił swoje i oczyścił jedną flankę z całej wrogiej piechoty i dwóch mechów. Na drugiej flance niepodzielnie królowała Enenra kasując wrogi czołg i strasząc piechotę. Przewaga po mojej stronie była bardzo wyraźna, a dobre wyniki na kościach i kilka udanych szarż ostatecznie rozwiązało problem! Na koniec 3 rundy moje modele wskoczyły na znaczniki co skończyło grę.

               Turniej zakończyłem z bilansem 4-1, pierwsza przegrana gra wciąż boli, bo wiem, że mogłem tę grę rozegrać znacznie lepiej i być może nawet zwyciężyć. Jednak akcja ‘Rajd po warzywniaku’ okazała się spektakularnym sukcesem, a opaski w ‘chińskie znaczki’ nie zamierzam oddawać Utherowi! A jak poszło pozostałym FGBowiczom?

 

 

   

 

 

- Shiro mierzył się z Tomkiem Baczewskim i po wyrównanej walce mógł wznieść ręce w geście tryumfu,

- Dziekan zmierzył się z niemieckimi oddziałami von_Klinkerhoffena, i dzięki fantastycznemu rajdowi Akiko i kadetek zwyciężył,

- Vandil ponownie trafił na oddziały spadochroniarzy niemieckich i po pewnych kontrowersjach przegrał grę,

- Pan Muszka znów miał nieszczęście trafić na jednego ze znajomych graczy i po bardzo wyrównanej bitwie przegrał z Utherem,

- Rafał Rajchel trafił na jednego z najlepszych zagranicznych graczy, i nie podołał jego oddziałom SSU,

- Przeciwnikiem Oskara, był kolejny gracz Luftwaffe, niestety i tym razem nie udało się zwyciężyć,

- Również porażkę poniósł Damian i zakończył turniej z dwoma zwycięstwami.

 

 

   

 

 

               Turniej był niesamowity! Zabawa przednia, jedzenie bardzo dobre, a sala duża i mogąca z łatwością pomieścić wszystkich graczy! Z całej polski i nie tylko zjechało się ich ponad 60 (niestety, część zagranicznej ekipy musiała pozostać w swoich krajach z uwagi na okołocovidowy bałagan), dodatkowo, obok rozgrywek toczył się konkurs malarski, w którym gracze mogli wystawiać pomalowane przez siebie oddziały, a dwóch graczy otrzymało nagrody specjalne za przygotowanie stołów 3D do gry! Wykonane przez nich stoły były prawdziwą ozdobą turnieju!

 

 

 

 

               Serdeczne gratulacje dla zwycięzcy – Michała Żurka, który dowodził oddziałami IJN. Tym samym po raz pierwszy to Japonia wspięła się po najwyższe laury. Tuż za nim uplasował się Balint dowodzący Specnazem, a 3 miejsce zajęła kolejna japońska armia dowodzona przez Martinusa. Jeszcze raz wielkie gratulacje dla wszystkich! Mi udało się zająć 9 miejsce, co uważam za spory sukces biorąc pod uwagę jednak małe Dustowe doświadczenie i słabe ogranie 120 pkt rozpiski. Bardzo dobre miejsca zajęli też inni nasi klubowicze – Dziekan i Shiro zajęli miejsca tuż za podium (odpowiednio 4 i 5), Tomek Baczewski po gorszym drugim dniu zajął miejsce 14, Uther był 16, a Vandil 18! Pan Muszka, dla którego był to pierwszy tak duży turniej uplasował się w połowie stawki zajmując 30 miejsce. Rafał Rajchel był 35, Damian Orzechowski 37, po słabszym 2 dniu Oskar spadł na miejsce 41! Dziękujemy Balintowi za udostępnienie zdjęć ;) 

 

Do zobaczenia za rok!

Zostaw komentarz