Kampania "Szok i niedowierzanie" - Malifaux

Wspaniały spektakl, nieprawdaż przyjacielu?

4 articles w tej kategorii

  1. "Gildia jest taka zabawna z swoją manią na punkcie kontroli. Wszystko musi być uporządkowane i stłamszone. Jednak cały ten stan jest jak ogromna maszyna, którą może zatrzymać jeden zepsuty trybik. Weźmy na przykład nieoczekiwany rajd najemniczej grupy na jeden malutki depozyt i całe miasto staje na głowie. Oczywiście cały ten chaos jest spowodowany przez jedno małe pude..."

    "Szefie!!" Do ciemnego pokoju wkroczył postawny mężczyzna, mocno doświadczony przez życie w tak niebezpiecznym miejscu jak Malifaux. Policzek szpeciła mu okropna szrama i utykał na jedną nogę.
    "Co się stało, że przerywasz mi napawanie się moim geniuszem?" gniewnie zapytał stojący nad mapą południowych okolic miasta.
    "Przepraszam szefie, ale chłopaki otworzyły tą małą szkatułkę, czekamy tylko na pana."
    Na dźwięk tych słów "Szef" podniósł głowę i obrzydliwie się szczerząc odparł "Doskonale, czas nadszedł by mój wspaniały plan wkroczył w kolejną fazę."

    Z okna w gabinecie był przepiękny widok na plac targowy. Kapitan Karlov uwielbiał ten moment gdy po nocnym sygnale wszyscy zbierali swoje towary i plac z zatłoczonego miejsca handlu zmieniał się w pustynie wysłaną szkieletami straganów. Władza i porządek w najczystszej postaci. Teraz jednak zamiast podziwiać widoki musiał wysłuchiwać tego przeklętego Crowleya. Przeklęty arystokrata, pewnie miał kontakt z bronią na polowaniu u znajomego, a śmie mówić mu jak ma wykonywać jego pracę. 
    "Pana najważniejszym zadaniem jest pilnowanie by jakaś banda pół szalonych zombie, nie zdemolowała połowy miasta." wrzeszczał lord Crowley.
    "Zdaję sobie z tego sprawę." z wymuszonym spokojem odparł kapitan.

    "To dlaczego miasto przez ostatni tydzień ulice zamieniły się w jedno wielkie pole bitwy? Wie pan jak to szkodzi moim interesom? Wczoraj mój sklep zamienił się w kupę gruzu bo jakaś pozszywana kupa martwego mięcha postanowiła pobawić sie w berka z tanią podróbką nietoperza." lord Crowley, aż zadygotał ze złości.
    "Moi ludzie zatrzymali znaczną liczbę podejrzanych o ostatnią napaść na gildyjną infrastrukturę. Reszta będzie wkrótce ujęta. Kapitan Dashel i jego oddział już zajęli się przetrzebieniem szeregów tych co bardziej nadgorliwych band." kapitan podniósł głos, ponieważ zaczynał już tracić cierpliwość.
    "Ale jednak nie udało się wymusić współpracy od miejscowej fauny czyli bandy oszalałych wieprzy? Podobno nie dalej niż wczoraj duża grupa warchlaków starła się z jakimś wariatem który najwyraźniej urwał się z jakiejś rzeźni sądząc po rozmiarze piły z jaką biega po mieście. To nazywacie pilnowaniem porządku?" Crowley jeszcze bardziej podirytowany spokojną postawą kapitana zaczął nerwowo gestykulować.
    "Zapewniam pana, że odpowiednie siły zostały rozdysponowane do ochrony miasta. Wszystkiego dowie się pan z najnowszego numeru miejskiego dziennika, ponieważ specjalnie z tego powodu naszym dzielnym dziennikarkom został przydzielony najlepszy syn z rancza Ortegów. I niech mi pan uwierzy, że nieważne czy ci bandyci ze wschodu czy nawet sama ziemia (a raczej wielkie bagniste golemy) będzie chciała nam zagrozić to Gildia wszystkich pokona i zwycięsko zatknie flagę na ich ścierwie." na zakończeniu kapitan definitywnie grzmotną pięścią w blat biurka chcąc podkreślić ostateczność wypowiedzianych słów i tym samym kończąc kłótnię
    "Cóż, mam nadzieję, że tak się stanie Karlov bo inaczej odpowiedni ludzie usłyszą co nieco na twój temat. A teraz żegnam bo muszę ogarnąć bałagan do którego doszło przez pana niekompetencję." odburkną Crowley widząc, że dalsza kłótnia nie ma sensu i wyszedł z gabinetu kapitana Karlova.

    • 0 komentarzy
    • 91 wyświetleń
    • 0 komentarzy
    • 72 wyświetleń
  2. Tutaj znajdziecie pary i misje na 1 tydzień rozgrywki!

    • 0 komentarzy
    • 124 wyświetleń
  3. Tutaj znajdziecie wszystkie informacje potrzebne żeby zacząć grę!

    • 0 komentarzy
    • 129 wyświetleń