• wpisy
    2
  • komentarzy
    0
  • wyświetleń
    801

Dzień 2 - Gaia - początek inwazji - Shas'el (Tura 2)

Terektalok

436 wyświetleń

"Los każdej istoty, podobnie jak całego Wszechświata, cechuje dążenie do równowagi. Ważnym jest, aby umiejętnie kroczyć zarówno ścieżką szczęścia, jak porażki"

Aun'Shi

Zgodnie z moim przeczuciem, szeroki uśmiech losu dzięki któremu nie tylko żyję, ale też awansowałem, został okupiony szeregiem mniej sprzyjających okoliczności.

Po przejęciu lotniska i rozpoczętym lądowaniu głównej części armii, zostałem wyznaczony do kontynuacji uderzenia, tym razem na sektor XXXIII. Znajdująca się tam elektrownia miała znacząco zmniejszyć zużycie naszych zapasów surowców energetycznych. Podczas przygotowywania planu ataku otrzymałem wiadomość, że spotkało mnie wielkie... szczęście... i do mojej grupy dołączy, w charakterze supervisora, Najszlachetniejszy Aun'Do. Ja nadal pozostawałem dowódcą uderzenia, zaś Najszlachetniejszy jedynie chciał zagrzać swoją obecnością do walki nasze oddziały, jak też ocenić moje umiejętności.

Naturalnie obecność tak szanowanej osoby jest nie do przecenienia, jednak stwarza również poważne zagrożenie o jej bezpieczeństwo, co silnie zaciążyło na planowaniu misji. Postanowiłem użyć znacznych środków i sporej dozy ostrożności aby Odważny Aun'Do powrócił z tej misji szczęśliwie. Dodatkowo sytuację komplikował fakt, że jako świeżo mianowany Shas'el, wzorem najznamienitszych dowódców, zrzekłem się przywilejów rekwizycyjnych by podjąć próbę całkowitego wywalczenia ich ponownie, wraz z tytułem Shas'o i bojowym imieniem zapisanym w Kronikach Ekspansji.

Podzieliłem siły na dwie grupy -

I - pod dowództwem Aun'Do, zawierająca większość sił, zarówno Riptide Wing, jak formację Drone-Net, wspomaganą przez dwa oddziały Firewarriorów i oddział wsparcia pancerzy Broadside. Dodatkowo na wyposażenie oddziałów oddano dwa transportery Devilfish, oraz fortyfikacje Tidewall Shieldline wraz z gondolą noszącą potężny railgun.

II - znacznie mniejsze siły szybkiego reagowania, w formie dwóch ochotników-monatów w pancerzach Crisis, których zadaniem był zrzut na tyły wroga, oraz mojego oddziału Krootów, z którym mieliśmy zajść z flanki przeciwnika.

Jak się okazało, zawiódł zwiad... Gdy pies Krootów bezbłędnie wyprowadził nas z wąwozu na lewej flance wroga, dokładnie na tyłach obsadzonego przez snajperów bunkra, bitwa już rozgorzała na dobre. Z danych które nadeszły, pierwsze uderzenie poszło dobrze, zniszczono oddział wroga ukryty za rurociągiem, ostrzelano skutecznie kolejny ukryty w ruinach, zaś wspomnianych snajperów żyło już jedynie dwóch. Niepokojąco brzmiał natomiast meldunek Riptide Wingu, chaotyczna wiadomość o nieskutecznym ostrzeliwaniu wrogich czołgów... "Dwa działa jonowe i railgun nie zniszczyły czołgu? Co tu się dzieje?" - pomyślałem. Kanonada Krootów wyrwała mnie z zawieszenia, właśnie dwaj snajperzy odeszli tam, gdzie Ci aroganccy Gue'la wierzą że odchodzą po śmierci, zaś ja chwilę później zrozumiałem całą tą dramatyczną sytuację.

Obok bunkra, nie zwracając na nas na razie uwagi, przetoczyło się prawdziwe pancerne monstrum, przypominające wielki ruchomy schron sunący nieubłaganie do przodu... Straszliwy Landraider - słyszałem to słowo kilka razy w życiu, natomiast nigdy nie miałem okazji ujrzeć ich w walce - był dla mnie po prostu wyolbrzymioną frontową legendą, usprawiedliwieniem porażek. Właśnie przekonałem się, że opowieści nie oddawały prawdziwej grozy drzemiącej w tym słowie. Wybuchy jonowe niczym fala spływały po jego kanciastym kształcie, a on parł, parł do przodu, nic sobie nie robiąc a ostrzału... Co gorsza, w oddali zauważyłem drugi podobny kształt, kierujący się wprost na pozycje zajmowane przez siły Aun'Do.

Nie było czasu na zastanawianie się, ale powierzchowna analiza strukturalna pancerza landraidera, wykonana czujnikami mojego battlesuitu była bezlitosna - nie mieliśmy szans nawet go zarysować... Zalała mnie fala wstydu, gdy pojazd minął nasze pozycje, strzelając z bocznego karabinu, ale nie uznając nas nawet za przeciwników wartych zatrzymania... W bezsilności obserwowałem, jak przysadziste, pancerne postacie wysypują się ze środka, i szturmują pozycje Riptide wingu... Drugi behemot nie dotarł do swego celu, ulegając zmasowanemu ostrzałowi, niestety dotarł wystarczająco daleko - z wraku podnieśli się pancerni terminatorzy, zaś dokoła kilku postaci pojawiły się dziwne odczyty energii...

Wtedy stało się najgorsze... na skutek jakiegoś przedziwnego ataku agresji, być może wywołanego chemicznie lub biologicznie, oddział ochraniający Aun'Do zaatakował go kolbami karabinów, ogłuszając go i strącając z transportowej drony. Chwilę później większość z nich została rozerwana pociskami bolterów, zaś 3 cudem oprzytomniałych wojowników Kasty Ognia odciągnęło go ze strefy najcięższego ostrzału, czołgając się w stronę potężnie zamaskowanego ewakuacyjnego transportu. Sytuacja stała się jasna - bezpieczeństwo Szlachetnego było najważniejsze, zasygnalizowałem natychmiastowy odwrót.

Po bitwie przyszedł czas na gorzkie podsumowanie, straty nie były znaczne, ale jeden z pancerzy Riptide został zniszczony, co niezbyt korzystnie odbije się na moim bojowym raporcie... Jedyne co mogłem zrobić, to wstawić się za nieszczęsną trójką wojowników Ognia z ochrony Aun'Do, za podniesienie ręki na Niebianina trafią na resztę życia do kopalni ciężkich metali, ale z uwagi na ratowanie jego życia przynajmniej ich rodziny nie zostaną wykluczone z kasty Ognia, więc być może ich dzieci czy wnuki zyskają szanse na odkupienie winy ojców. Co do mnie, przed bitwą spodziewałem się że zwycięstwo da mi przywileje rekwizycyjne, a teraz...? Odebrałem skromny grant rekwizycyjny, bardziej wynikający z pozycji mojej rodziny, niż przychylności Dowództwa.

Wstyd i poczucie bezsilności jakiego doświadczyłem w tych godzinach, palą moje serce niczym lawa.... Nie doznam ich więcej, chociażbym miał zaryzykować życie... Mówią że "rękawica Ongear" jest samobójstwem, niebezpiecznym eksperymentem, ale dla mnie nie ma to znaczenia - od dziś już nigdy nie będę bezbronny...




0 komentarzy


Brak komentarzy do wyświetlenia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz