• wpisy
    2
  • komentarzy
    0
  • wyświetleń
    803

Dzień 1 - Gaia - początek inwazji - Shas'vre (Tura I)

Terektalok

431 wyświetleń

Dzisiejszy dzień był ewidentnym przykładem na to, że zgodnie ze słowami Jego Niebiańskości Aun'Va "zwyciężamy nie tylko dlatego, że jesteśmy od przeciwnika lepsi, ale przede wszystkim, ponieważ nasza racja jest słuszna".

Atak na lotnisko w sektorze XXXVIII, wybrane przez dowództwo na podstawie danych wywiadu jako miejsce na pierwszy przyczółek został przeprowadzony niezwykle płynnie. Śledziłem jego przebieg uważnie, zamknięty w swoim pancerzu XV-8 Crisis, oczekując wraz z oddziałem w ładowni krążącej po niebie Orki. Desant formacji Riptide Wing, wspomaganej przez dane z markerlightów Drone-Net VX1-0 natychmiast uporał się z nielicznym oddziałem elitarnych wojowników Gue'la trzymających straż, z kasty Space Marines,a po oznaczeniach sądząc, septy Dark Angels.

Martwym przeciwnikom należy tu oddać szacunek, zachowali honor i mimo druzgocącej siły ognia zdążyli jednak zaalarmować pozostałe oddziały, patrolujące wówczas okoliczne tereny. Sygnał dotarł nawet do unoszącego się w przestrzenie krążownika Gue'la, zaraz bowiem z nieba spadły kapsuły desantowe , z których wysypały się kolejne opancerzone oddziały. Naturalnie nie było to nieprzewidziane... czujniki oddziałów naziemnych przechwyciły sygnały nadlatujących kapsuł odpowiednio wcześnie, i przybysze zostali powitani eksplozjami jonowymi i deszczem precyzyjnie kierowanych rakiet. Podobny los spotkał wojowników poruszających się na szybkich, dwukołowych pojazdach, zwanych motorami.

Aby być wiernym naukom Mont'ka, otrzymaliśmy rozkaz ataku. Wraz z 4 podległymi mi Shas'ui wylądowaliśmy w samym ogniu bitwy - ich pancerze miały zamontowane po dwa potężne karabiny plazmowe, zaś moim zadaniem było takie kierowanie ogniem by nic nie umknęło naszym zabójczym salwom. Nim jednak zdążyliśmy oddać choć jedną salwę, spojrzeliśmy głęboko w oczy śmierci.

Z kierunku lotniska, w ryku silników, nadleciały dwa potężne, kanciaste samoloty, jakże inne od naszego eleganckiego lotnictwa. Zawisły nad nami złowieszczo, i lufy jednego z nich natychmiast plunęły w naszym kierunku huraganowym ogniem bolterów, zmuszając nas do szukania osłony i namierzając nas jednocześnie główną bronią. Drugi musiał koncentrować się na unikaniu przeciwlotniczego ognia jednego z pancerzy Riptide. Na szczęście główne działo atakującego nas potwora ładowało się chwilę, dając mi czas na dostrojenie polaryzacji tarcz oddziałowej drony - i to nas uratowało. Dokoła w kakofonii dźwięków wybuchła feria barw, wir przedziwnych wyładowań energii, równie zabójczych co pięknych - widziałem jak poza tarczą emitowaną przez dronę, skały i fragmenty sprzętu rozpadają się na atomy dotknięte przez tęczowe nici energii.

O dziwo, ku mojej ogromnej radości, tarcza wytrzymała. Drona sygnalizowała co prawda zużycie większość zapasu energii, ale oddział przetrwał, zaś świecący wir - choć nie zniknął - przesunął się z dala od nas. Natychmiast wróciliśmy do walki, jednak bitwa dobiegała końca - przeciwnik doznał ciężkich strat pod silnym ostrzałem i rozpoczął wycofywanie się.

Lotnisko i cały sektor XXXVIII było nasze.

Mimo że ocalenie oddziału było bardziej zasługą geniuszu konstrukcyjnego kasty Ziemi, niż moją - zostałem przedstawiony do awansu w trybie polowym. Od tej chwili mam honor nosi zaszczytny tytuł Shas'el, a wraz z nim otrzymałem przydział na nowy pancerz, znakomity XV8-Enforcer.




0 komentarzy


Brak komentarzy do wyświetlenia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz